Z Dzienniczka s. Faustyny na dziś:

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. Była to siostra pierwszego chóru. Ujrzałam ją w strasznym stanie. Cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. Trwało to krótką chwilę i znikła. Dreszcz przeszył moją duszę, bo nie wiedząc gdzie by cierpiała, czy w czyśćcu, czy w piekle, jednak podwoiłam modlitwy moje za nią. Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. Zdziwiło mnie to bardzo, że po modlitwach, które za nią ofiarowałam, ujrzałam ją w straszniejszym stanie, i zapytałam: Czy ci nic nie pomogły modlitwy moje? I odpowiedziała mi, że nic jej nie pomogła modlitwa moja i nic nie pomoże. Zapytałam: A czy modlitwy, które całe Zgromadzenie ofiarowało za ciebie, czy też ci nic nie przyniosły pomocy? Odpowiedziała mi, że nic. Modlitwy te poszły na korzyść dusz innych. I odpowiedziałam jej: Jeżeli modlitwy moje nic siostrze nie pomagają, to proszę do mnie nie przycodzić. I znikła natychmiast. Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała [w modlitwach] za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać. Jednak dziwne są wyroki Boże. [Dz. 58]

 

 

Witajcie,

chciałbym się krótko podzielić komentarzem do dzisiejszej Ewangelii:

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie (Mk 6, 53-56).

Wydaje mi się, że największą przeszkodą na drodze do uzdrowienia jesteśmy my sami. Ewangelista Marek mówi wyraźnie, że wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. Gdy przyjrzymy się bliżej swoim myślom, to być może okaże się, że z jakiegoś powodu wykluczamy innych z możliwości doświadczenia tego, czego doświadczyli ludzie uzdrowieni przez Jezusa. Dobrze znamy swoje zastrzeżenia wobec innych, wynajdowanie u nich różnych niedociągnięć itp. Z drugiej strony brakuje nam też postawy mówienia Jezusowi o tych osobach z miłością i powierzeniem ich. Wczoraj w Ewangelii słyszeliśmy o apostołach, którzy powiedzieli Jezusowi o chorobie teściowej Szymona. To może być i nasza modlitwa: mówić Bogu o drugim człowieku z miłością i troską.

Jest jeszcze coś. Otóż często znajdujemy wady innych i na tym się skupiamy. Tak ujawniamy postawę serca wobec samych siebie: także i siebie potrafimy pozbawić uzdrowienia. Zły działa przede wszystkim przez złe myślenie o sobie. Bóg nigdy nie myśli źle o nas. Uczmy się na modlitwie przychodzenia do Jezusa w postawie zaufania, że wszyscy mogą dostąpić Jego uzdrowienia i że wszystko we mnie może być uzdrowione.

Z modlitwą,

o. Dariusz Michalski SJ
Kustosz Sanktuarium

 

Więcej rozważań na:

Chwila na dobre myśli, refleksję, modlitwę, zatrzymanie...

© 2016-2022 Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Pocieszenia. Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej
ul. Szewska 18, 61-760 Poznań, tel. 61 852 50 76 poznan@jezuici.pl
Złotówkowe (PLN): 35 1140 2017 0000 4502 1306 8683
Euro (): 88 1140 2004 0000 3912 0586 1986
USA Dolarowe ($): 86 1140 2004 0000 3012 0586 1978
Wykonanie: Solmedia.pl